Z kibicowskiej trybuny: cz 6.

Świdniczanka

Dwuaktowy, wyjazdowy spektakl pt. "Derby” zakończony. W 28 i 29 kolejce Świdniczance wypadło grać derbowe mecze kolejno z rezerwami Avii i Piaskovią Piaski. Dwa widowiska sportowe tworzone w jakże różnych klimatach.

Mecz z Avią rozegrany na głównej płycie Stadionu Miejskiego w Świdniku. Choć to tylko mecz o prestiż to na trybunach zasiadło ponad 450 kibiców obydwu drużyn. Najlepszy (nie tylko moim zdaniem ) spiker stadionowy na Lubelszczyźnie – Jacek Kosierb fachowym komentarzem i odpowiednio dobraną muzyką, stworzył namiastkę atmosfery jaka panuje na wielkich stadionach piłkarskich.

W sensie sportowym mecz o prestiż. Twarda sportowa walka, ale bez brutalnych wejść z poszanowaniem rywala. Przebieg mecz w kontekście wyniku sportowego wręcz dramatyczny. Mamy przewagę, pięknym strzałem uzyskujemy prowadzenie. Po kuriozalnym rzucie wolnym tracimy bramkę. Kiedy wszystkim kibicom wydaje się ze mecz zakończy się polubownym remisem – tuż przed końcem ewidentny błąd naszego obrońcy powoduje, że przegrywamy mecz 1:2. Po spotkaniu spontaniczna radość gospodarzy i minorowe miny naszych piłkarzy. Mecz o prestiż został niefortunnie przegrany.

Kilka dni później oglądałem w telewizji półfinałowy mecz Ligi Narodów pomiędzy Anglia i Holandią. Ten mecz nie był już spotkaniem o prestiż lecz o pierwszy historyczny finał tej nowej formuły rozgrywek i o wielkie pieniądze. Nie grali w nim piłkarze z lokalnych amatorskich klubów, lecz asy europejskiej i światowej piłki. Ktoś zapyta dlaczego nawiązuję do tego meczu. Odpowiedz jest prosta. Przebieg tego meczu, okoliczności w jakich padały bramki swoją dramaturgią bardzo przypominał przebieg świdnickich derbów.

Michał Martyna, któremu przydarzył się feralny błąd po którym padła zwycięska bramka dla Avii opuszczał stadion ze łzami w oczach. Ale Michał jest tylko piłkarzem w lokalnej drużynie z klasy okręgowej. Ciekawe jak czuli się angielscy obrońcy, zawodowi piłkarze, którzy popełnili takie „wielbłądy”, po których ich drużyna straciła bramki i szanse gry w wielkim finale. Zatem apel do Michała - "reset!", a w meczach o większą stawkę takich błędów już nie popełnisz.

Ostatni mecz z Piaskovią, drużyną która walczy o utrzymanie w lidze rozegrany został w zgoła innej atmosferze. Na spotkanie, który zaliczać należy do kategorii „meczu o życiu” na trybunach stadionu „Kościelec” pojawiło się ok. 100 kibiców, z czego połowa to kibice, piłkarze i działacze sportowi ze Świdnika, Trawnik i Mełgwi.

W protokole meczowym kadra Piaskovii liczyła 15 zawodników, ale tylko w protokole, gdyż fizycznie na ławce rezerwowych obok trenera siedział samotny Wargol. Już ten fakt skłaniał do wnioskowania, iż gospodarze w takim składzie będą mieli trudności z uzyskaniem dobrego wyniku z dysponująca wartościowymi zawodnikami rezerwowymi Świdniczanki.

Mimo trudności kadrowych piaseccy piłkarze podeszli do meczu bardzo ambitnie i dopóki sił starczyło prowadzili z naszymi wyrównaną walkę. Tak było zarówno na początku pierwszej i drugiej połowy spotkania. Później do głosu dochodzili świdniczanie i nie eksploatując się zbyt mocno ostatecznie osiągnęli jedno bramkowe, ale jak najbardziej zasłużone zwycięstwo.

Oceniając trudną sytuację Piaskovii trochę dziwnym wydaje się, iż w roku jubileuszu 50 lecia powstania klubu działacze zbyt wcześnie zrezygnowali z walki o utrzymania klubu na poziomie ligi okręgowej. Pozostaje im wprawdzie jeszcze ostatni mecz wyjazdowy z rezerwami Avii, ale bez takiego snajpera jakim był Łukasz Strug trudno będzie powtórzyć w Świdniku wynik z końca poprzedniego sezonu kiedy to zwycięstwem nad Avią zapewnili sobie ligowy byt. Mimo wszystko sympatycznej ekipie z Piask życzymy wszystkiego najlepszego.

A drużyna verdi-bianco-rossich, udany w sumie sezon po powrocie do klasy okręgowej, kończy u siebie meczem z Sokołem Konopnica. Będzie to szczególny mecz. Sokół Konopnica to jedyna drużyna, z którą nasi przegrali różnicą większą niż jednej bramki. Jesienią na obiekcie w Radawcu, bardziej przypominającym wybieg dla owiec niż boisko piłkarskie, świdniczanie ulegli gospodarzom 0:2. Zatem rządza rewanżu u naszych piłkarzy jest wielka i bardzo liczymy, że w sobotę o godz. 16.00 na Neptun Arenie w Świdniku Dużym obejrzymy festiwal strzelecki z udziałem naszych zawodników w rolach głównych.

Tekst: Fan nr one

Zdjęcia: Natalia Kulbicka