Z kibicowskiej trybuny: cz 5. (infografika)

Świdniczanka

Oczekiwany z dużym zainteresowaniem mecz 27 kolejki lubelskiej okręgówki pomiędzy Świdniczanką, a Granitem Bychawa miał być hitem tej kolejki i istotnie te oczekiwania spełnił. Na Neptun Arenie spotkały się bowiem 2 drużyny, które w rundzie rewanżowej zdobyły najwięcej punktów (Świdniczanka 27 i Granit 24). Atrakcyjności tego meczu dodawał fakt, że Granit był liderem ligowej tabeli, a świdniczanie nie przegrali żadnego meczu w rundzie wiosennej.

Zatem nic dziwnego, że na trybunie stadionu w Świdniku Dużym zasiadło ponad 260 kibiców, spragnionych dobrego widowiska sportowego.

Świdniczanie rozpoczęli mecz w swoim stylu, charakteryzującym się duża ilością podań i atakami po skrzydłach. Taktyka gości – to koncentracja na skutecznej obronie i przy nadarzających się okazjach szybkie kontrataki. W początkowej fazie I polowy świdniczanie dominowali na boisku. Akcje ofensywne tworzyły się jedna pod drugiej. W 20 minucie Patryk Dobrowolski podał naprawą stronę do Michała Babiarza, ten uwolnił się od obrońcy i posłał piłkę w kierunku bramki, obok wychodzącego bramkarza, a ta o kilkanaście cm ominęła słupek.

Dwie minuty później Mateusz Wilk sfaulowany został w odległości ok. 20 m od bramki przeciwnika. Rzut wolny wykonywał Michał Jeleniewski, przenosząc piłkę tuż nad poprzeczką. Goście pierwszy strzał na nasza bramkę oddali dopiero w 30 minucie. W 31 minucie po akcji Babiarza doskonałą okazję do zdobycia bramki miał Wilk.

Dobrze zorganizowani goście skupiali się na obronie i oczekiwali na okazje do przeprowadzenia kontrataku. Taka okazja nadarzyła się w 38 minucie. Świdniczanie stracili piłkę w środku pola. Podanie otrzymał skrzydłowy gości Janik i nie atakowany przez nikogo tuż przed linią końcową zacentrował w okolice 5 m od bramki Świdniczanki. Tam dopadł do niej, niedokładnie pilnowany, Wierzbicki i strzałem głową, obok stojącego na linii bramkarza gospodarzy, skierował piłkę do siatki.

Nie zrażeni utratą bramki gospodarze ruszyli do odrabiania strat i już w 42 minucie Michał Jeleniewski do dokładnym podaniu Babiarza strzałem z ok. 17 m pokonał bramkarza gości ustalając wynik meczu do przerwy na 1:1.

Początek drugiej połowy miał podobny przebieg jak początek I części spotkania. Nasi atakowali, stwarzali niebezpieczne sytuacje, a goście skutecznie się bronili.

Najbardziej kontrowersyjne wydarzenie miało miejsce w 57 min., kiedy to znajdujący się w polu karnym Granitu Bartłomiej Mazurek, przy próbie dojścia do centry Martyny został chwycony przez obrońcę gospodarzy za koszulkę i przewrócony. Fakt ten widziała większość kibiców na stadionie (w tym obiektywni kibice Granitu), niestety nie widział tego (lub nie chciał widzieć) sędzia Mirosław.

Świdniczanie atakowali, rozluźniając nieco szyki obronne. W 61 minucie podczas budowania kolejnej akcji ofensywnej nasi stracili piłkę w środku pola. Podanie otrzymał znajdujący się na lewym skrzydle Banachiewicz i wraz z dwoma kolegami z drużyny ruszył do kontrataku. Przeciwko sobie bychawianie mieli tylko osamotnionego Karola Kowalskiego. Akcja zakończyła się celnym strzałem Banachiewicza, który jak się później okazało był golem na wagę zwycięstwa.

Mimo podejmowania do końca meczu usilnych prób zmiany wyniku naszym nie udało się strzelić bramki, pomimo, że końcówkę meczu, po usunięciu z boiska Szymali, nasi grali w przewadze.

Zatem seria meczów bez porażki w wykonaniu zielono-bialo-czerwonych została zakończona.

Wynik spotkania na pewno nie zadowolił kibiców Świdniczanki ale przyznać należy, że nasi piłkarze włożyli w ten mecz wiele wysiłku i za to należy ich szanować. Porażka z dobrze zorganizowaną i wyrównaną drużyną jaką jest Granit Bychawa w żaden sposób nie przynosi naszym ujmy. Przyznać należy, ze trener Łukasz Gieresz wykonał w Bychawie dobra pracę i awans Granitu do wyższej ligi będzie naprawdę zasłużony. Pochwalić też należy licznie przybyłych na, mecz kibiców Granitu, którzy (w tym przypadku) kulturalnie i obiektywnie odnosili się do wydarzeń na boisku.

Przegrany mecz oprócz utraty punktów miał jednak jakieś pozytywne aspekty, przynajmniej w sensie szkoleniowym. Pokazał on mianowicie trenerowi i zarządowi na jakim etapie budowy znajduje się drużyna. Już teraz stwierdzić można, że zawodnicy w bardziej zdyscyplinowany i odpowiedzialny sposób muszą realizować założenia taktyczne i wyciągać konstruktywne wnioski z następujących po sobie błędów.

Myśląc perspektywicznie o przyszłym sezonie, w którym planowana jest realizacja ambitniejszych celów niezbędne jest wzmocnieni kadry na 2-3 pozycjach i jak mi wiadomo określone działania w tym zakresie czynione są już teraz. Ale o tym w stosownym czasie.

Sprawozdanie z tego meczu "naczelny” naszej strony internetowej Marcin Wasak "zilustrował” fotką wielce zasmuconego Michała Martyny. To bardzo sugestywne i odzwierciedlające stan naszego samopoczucia po tym spotkaniu. Ja – Martiniemu i wszystkim wiernym fanom verdi-bianco-rossich, podzielającym jego nastrój, powiem lapidarnie – nic się nie stało - a najlepsze dopiero przed nami!

Niedzielnemu meczowi towarzyszyła zapowiadana przez media klubowe zbiórka pieniędzy na sfinansowanie leczenia chorego na białaczkę mieszkańca Świdnika 13 letniego Kacpra Drzazgi. Już teraz mogę powiedzieć, że dumny jestem z postawy naszych sympatyków. Zdecydowana większość z nich wchodząc na stadion wrzucała do puszek woluntariuszy przygotowane wcześniej kwoty pieniędzy. Leczenie Kacpra wsparli także nasi piłkarze, którzy zebrane w drużynie pieniądze przekazali woluntariuszom. Wszystkim, którzy wspomogli młodego człowieka w tej tak trudnym dla niego okresie życia - w jego imieniu, w imieniu jego rodziców oraz w imieniu ludzi zaangażowanych w proces funkcjonowania GLTS Świdniczanka składam serdeczne podziękowania i pamiętajmy Kochani – Dobro wraca!

A już w najbliższa niedzielę o godz. 11 kolejne emocjonujące wydarzenie - mecz Avia II Świdnik vs Świdniczanka przy Sportowej 2. Jak się nieoficjalnie dowiedziałem władze Avii chcąc nadać widowisku odpowiednią rangę planują rozegranie tego meczu na głównej płycie stadionu.

Tekst: Fan nr one

Infografika: Marcin Wasak